KRONIKA Lwt 2018- dzień 6.

Dzień 6.

Rajd..................................................................rajd.............................................................................................................. RAJD.......................................................................................................rajd................................................................

 

i tak przez około 12 kilometrów, przez leśne ostępy. W nierównej walce z przyrodą, po raz pierwszy bez przewagi liczebnej. Uzbrojeni w wiedzę jak rozpalać ogniska i zdobywać pożywienie, ruszyliśmy. Drzewa kontra uczestnicy Lata w teatrze. Gdzie tu teatr, mógłby ktoś zapytać. Mógłby? Pyta? To ja odpowiadam. Takiego dramatu to i Mrożek, by nie napisał. Było wszystko. Sielski początek, droga, dużo zmian scenografii, pojawienie się nieoczekiwanego bohatera i tąpnięcie. Zakończenie też było smaczne. Duża grupa zgubiła się w niezwykłych okolicznościach. Za sprawą Prawdziwka, pierwszego w sezonie, kilka osób zaczęło bardziej rozglądać się na boki. Niestety skończyło się to oddzieleniem od grupy i znalezieniem jeszcze kilku kolegów Pana Prawdziwka. Nie wszyscy byli jadalni, więc rozstaliśmy się i ruszyliśmy w pogoń za grupą. Nieudaną. Strach zmusił nas do użycie technologii. W ruch poszły telefony. Niestety zdobyte informacje okazały się bezużyteczne. Nie wiemy, czy za sprawą tajemniczego bohatera, czy braku umiejętności orientacji w terenie. Na szczęście z pomocą przyszła niezawodna Pani Hania. Odnalazła nas, zmarzniętych, wycieńczonych, bez wody, pozbawionych wszelkiej nadziei, jakieś dziesięć minut później. Ale to nie koniec przygody. Kim był tajemniczy bohater? Szamanem z lasu. Poprowadził nas w tajemnicze miejsce, pełne dziwnych zwierząt, które się da doić i nie były to krowy. Miejsce to, było w tajemniczy sposób wypełniane nieskończonymi ilościami kiełbasy, która na ognisku nabierała pięknego czarnego koloru. Ogień rozpalał się i gasł w jakiś magiczny sposób i ogrzewał nas mimo deszczu. Na koniec, usłyszeliśmy opowieść. Przynajmniej większość. Reszta doiła kozę.  Pożegnaliśmy się grzecznie i wróciliśmy do domu. Dręczy mnie tylko jedno pytanie. Kto zabrał mleko?

To był dobry dzień.

P.S. Pani Zofia pozdrawia Las.

Galeria zdjęć: